Friday, May 25, 2018
Smart life

Podsumowanie stycznia

Czy u Was też czas tak pędzi? Styczeń minął mi tak szybko, że totalnie zapomniałam o podsumowaniu miesiąca. Nie da się ukryć, że trochę się przez ostatnie dni działo – i treningowo i dietowo i podróżniczo i czytelniczo. Były wzloty i upadki, oraz stare-nowe cele. Zresztą sami zobaczcie.

Treningi

W styczniu czułam duży niedosyt jeśli chodzi o dobre treningi. Niedosyt mniej lub bardziej uzasadniony, sama jeszcze nie potrafię tego ocenić. No bo niby praktycznie codziennie ćwiczyłam – 3 razy w tygodniu chodziłam na basen, raz w tygodniu na łyżwy i 2 razy w tygodniu trenowałam w domu – ale jakoś nie czułam się, no wiecie, sponiewierana 🙂 A sponiewierać mnie może na ten moment chyba tylko trening Chodakowskiej…Niestety tydzień ma tylko 7 dni – jeden dzień zawsze sobie odpoczywam, na basen chcę chodzić nadal, łyżwy też sprawiają mi frajdę i chcę wykorzystać ten sezon na maksa, ale nie powiem, tęskno mi za Chodakowską! Czasem sama się dziwię, bo kiedy na początku maja zeszłego roku zaczęłam regularnie ćwiczyć, zaczynając od 3 treningów w tygodniu i dość szybko podwajając tę ilość, cały czas miałam w głowie, że jest  to tylko okres przejściowy.

Miałam osiągnąć cel i potem trochę poluzować szelki, czyli ćwiczyć 3-4 razy. No bo nie oszukujmy się, ale sześć treningów w tygodniu wiąże się z pewnymi wyrzeczeniami – mniejszą ilością czasu na czytanie, spotkania ze znajomymi czy chociażby pisanie bloga i długofalowo jakoś tego nie widziałam. A teraz po prostu nie widzę się bez ćwiczeń. A lekkie treningi za bardzo mnie nie satysfakcjonują. Muszę to sobie jakoś wszystko poukładać i albo z czegoś zrezygnować, albo… basen i łyżwy traktować jako rozgrzewkę i dołożyć sobie w te dni porządny trening. Tzn. nie muszę, ja po prostu chcę.

Dieta

Nie da się ukryć, że w kwestii trzymania diety w styczniu byłam wybitnie mało ambitna. Słodycze po prostu mnie atakowały! Atakowały co chwilę, aż w końcu zauważyłam, że  znowu nie wyobrażam sobie dnia bez czegoś słodkiego. No i wtedy postanowiłam zrobić sobie tygodniowy detoks. Łatwo nie było, ale wróciłam do mojej sprawdzonej metody – wydrukowałam kalendarz i dzielnie odhaczałam każdy dzień, w którym udało mi się wytrzymać bez słodyczy. Po 4-5 dniach zostałam uleczona. Aż do momentu, kiedy … znowu poleciałam do Włoch. Tam po prostu trzeba zjeść tiramisu, to kwestia horroru. Wróć! Miało być honoru!  No i hulaj dusza, piekła nie ma. Ciężko wyjść z cugu, pewnie sami to wiecie. Ale da się. I już po tłustym czwartku planuję wrócić na drogę praworządności i szamać słodycze tylko w weekend. Obiecuję 🙂

Podróże

W styczniu dość spontanicznie zdecydowałam się na podróż do Wenecji. Było pięknie, przyjemnie i smacznie. Oprócz Wenecji odwiedziłam też Burano – klimatyczną, kolorowo wyspę, z którą związane są dwie legendy, oraz Treviso, o którym oddzielny post pojawi się na blogu już za kilka dni.  Naprawdę jeśli marzycie o podróżach, realizujcie je. To są piękne doświadczenia, które pozostają w pamięci na długo.

Książki

Styczeń pod względem czytelniczym był dla mnie istną katastrofą. Po pierwsze, brakowało mi czasu na czytanie. A po drugie, jak już wygospodarowałam sobie chwilę, to książki okazywały się totalną klapą. Pamiętacie wpis o książkach, które chcę przeczytać w 2018 r.? No to chciałam zacząć ten rok z przytupem i na początek sięgnęłam po poradnik Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odzyskać i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko, który niestety jakoś do mnie nie trafiał. Nadal jestem w połowie tej książki, a w międzyczasie zaczęłam dwie kolejne, więc „końca nie widać”. Drugim poradnikiem, który też na kolana mnie nie powalił jest książka Dary niedoskonałości. Jak przestać się przejmować tym, kim powinniśmy być, i zaakceptować to, kim jesteśmy. Niemniej jednak w lutym mam ambitny plan, aby dać obydwu pozycjom jeszcze jedną szansę. Zobaczymy. Pod koniec stycznia zaczęłam czytać też książkę na temat copywritingu, o której kilka słów więcej niebawem pojawi się na blogu.

No i to by było chyba na tyle. Sporo było tych moich upadków w styczniu, ale to w sumie tylko takie drobnostki. Było dobrze, a będzie jeszcze lepiej! 🙂

Proponowane wpisy

Brak komentarzy

Skomentuj