Friday, June 22, 2018
Podróże Sport

Co robię, aby ćwiczyć na wyjazdach

Ćwiczę od maja zeszłego roku, a pierwsza poważna sytuacja mogąca zagrozić regularności moich treningów przyszła w sierpniu. Wtedy to miałam zaplanowany babski weekend w Olsztynie, a kilka dni później wyjeżdżałam na tygodniowy urlop All Inclusive do Bułgarii.

W tamtym momencie ćwiczyłam 6 dni w tygodniu. Bałam się, że na wyjazdach nie będę w stanie trenować regularnie, a kilkudniowa przerwa spowoduje, że po powrocie do domu ciężko mi będzie się zdyscyplinować. Chyba wszyscy wiemy, jak łatwo wybić się z rytmu i w konsekwencji zrezygnować z dobrych nawyków.

City break na rowerze lub… spacerze

Jeśli nie masz pewności, czy będziesz mieć siłę, motywację i warunki do ćwiczeń w hotelu, spróbuj maksymalnie wykorzystać „dobrodziejstwa natury” – spaceruj, jeździj na rowerze, czyli generalnie ruszaj się tyle, ile się da.

W trakcie pierwszego wyjazdu od kiedy zaczęłam regularnie ćwiczyć wpadłam na pomysł, aby zwiedzić Olsztyn i okolice na rowerach. Bardzo lubię jeździć na rowerze, więc było to dla mnie idealne rozwiązanie – połączenie przyjemnego z pożytecznym. Było to też wyjście bezpieczeństwa na wypadek gdyby nie udało mi się ćwiczyć w hotelu.  I to była jedna z lepszych decyzji, jakie podjęłam. Nie tylko zobaczyłam wszystko, co chciałam, ale też sporo ruszałam się i całe dni spędziłam na świeżym powietrzu.

Do Olsztyna zabrałam też 2 płyty Chodakowskiej mając nieśmiałą nadzieję, że jednak uda mi się trenować. Na miejscu okazało się jednak, że nasz pokój jest mikroskopijny. Pierwszego dnia odpuściłam trening, ale drugiego po prostu nie wytrzymałam i zrobiłam sobie lekki trening na łóżku (jakkolwiek to brzmi) 😉

Potem jeszcze dwa razy byłam na kilkudniowych wyjazdach we Włoszech. Tam o treningach z Ewką nie było mowy, bo codziennie robiłam 25-35 km pieszo 🙂 Było super 😀 takie spacerowanie to też aktywność fizyczna, pamiętajcie 🙂

Treningi na All Inclusive

All inclusive, czyli rozpusta. To tego wyjazdu bałam się najbardziej.

Nie miałam pewności czy wi-fi w pokoju będzie dobrze działać, dlatego pożyczyłam tablet, na który ściągnęłam ulubione treningi. A do tego wiedziałam, że będziemy mieć duży pokój, więc szanse na treningi wzrastały 🙂

Pierwszego dnia odpuściłam trening. Maksymalnie wykorzystywałam ten dzień na ‘urlopowanie’ i w wirze zabawy po prostu zapomniałam o ćwiczeniach.  Niemniej jednak biceps trochę popracował przy podnoszeniu drinków, więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. 🙂

Drugiego dnia postanowiłam, że trening zrobię wieczorem. I tak też się stało, po prostu ciągnęło mnie do ćwiczeń. Godzinkę po kolacji wróciłam do pokoju i zrobiłam Sekret. Czułam się fenomenalnie. Po treningu wyszłam jeszcze na długi spacer. Podobnie było w kolejnych dniach. Ćwiczyłam albo po kolacji i przed wyjściem na miasto, albo już późnym wieczorem, przed pójściem spać. W dniu wylotu wstałam natomiast pół godziny wcześniej, aby zrobić chociaż krótki trening przed śniadaniem. I znowu rozpierała mnie duma. J Cieszyłam się, że nie odpuściłam. Po powrocie do domu też nie miałam problemu z regularnymi ćwiczeniami. Miałam jeszcze kilka dni urlopu i treningi robiłam rano. Nie chciałam czekać całego dnia na taką przyjemność 🙂

Obydwa sierpniowe wyjazdy pokazały mi, że jeśli tylko czegoś chcę, to mogę to osiągnąć. Zależało mi na ćwiczeniach i udało mi się trenować regularnie. Robiłam sobie jeden dzień przerwy (trochę z musu), ale to zupełnie nie był problem, bo tak jak wspomniałam wyżej, i tak w każdym tygodniu robiłam sobie dzień bez treningu. Teraz już nie mam obaw na myśl o kolejnym wyjeździe.

Dajcie znać jak wy radzicie sobie z treningami będąc poza domem. Buziaki!!! 🙂

Proponowane wpisy

Brak komentarzy

Skomentuj