Friday, June 22, 2018
Książki

Najgorsza książka, jaką przeczytałam w 2017 r.

Podobno darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby, ale jakoś nie mogę się powstrzymać przed skomentowaniem książki, która okazała się jednym z moich największych czytelniczych rozczarowań mijającego roku. To była najgorsza i jednocześnie ostatnia książka, którą przeczytałam w 2017 r. Chociaż trafniejsze byłoby tu określenie „przemęczyłam”.

A więc książką, którą dosłownie przemęczyłam, jest najnowsza powieść Janusza Leona Wiśniewskiego „Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie”. Słyszałam o niej już sporo wcześniej – głównie ochy i achy, więc nie ukrywam, że bardzo się ucieszyłam, kiedy przypadkiem trafiła ona w moje ręce. Ta radość trwała do momentu, w którym zaczęłam czytanie.

Głównego bohatera – błyskotliwego matematyka i naukowca w średnim wieku, poznajemy tuż po jego przebudzeniu z sześciomiesięcznej śpiączki. Szok, który przeżył dowiadując się o tym fakcie szybko zastępuje kolejny kiedy okazuje się, że w trakcie tego półrocza odwiedziły go jego byłe kochanki i aktualna partnerka. Szybko okazuje się, że bezimienny bohater świętoszkiem nie był, z monogamią nie zawsze było mu po drodze, a sposób w jaki kończył znajomości z kobietami , był po prostu szczytem egoizmu. Leżąc na szpitalnym łóżku miał dużo czasu, aby zrobić sobie rachunek sumienia i przyjrzeć się głębiej tym wszystkim związkom, a raczej rozwiązkom miłosnym. No bo co sprawiło, że przyjechały do niego z różnych końców świata, kiedy zapadł w śpiączkę? Kim był dla nich, a kim one dla niego?

Pomysł na powieść może niegłupi, ale jak to często bywa, nieco gorzej poszło tu moim zdaniem z jego realizacją. Książkę czyta się ciężko, wręcz topornie. Dwu-trzystronicowe monologi i dialogi albo filozoficzne wywody o miłości są po prostu nudne i same proszę się o ich pomijanie. To wszystko mogłabym jeszcze znieść, ale najbardziej irytowało mnie, w jaki sposób wykreowane zostały postaci kobiece  i przesyt erotyzmem, którym naładowane są wszystkie historie. Tak na oko  1/5 to sceny seksualne z podbojów miłosnych bohatera (cholerka, teraz to pewnie zachęciłam niektórych do lektury 😉 ), które totalnie nic nie wnoszą do fabuły.

Najciekawszym elementem tej książki jest… jej autor. Janusz Leon Wiśniewski jest bowiem nie tylko pisarzem, ale też naukowcem, magistrem fizyk i ekonomii, doktorem informatyki i doktorem habilitowanym chemii. Już samo to budzi we mnie spory respekt i zainteresowanie. Biografia bohatera powieści przypomina więc w tym i kilku innych punktach biografię samego autora, a notka od wydawcy, mówiąca że „Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie” to najbardziej przejmująca i osobista powieść Janusza L. Wiśniewskiego dolewa jeszcze oliwy do ognia i sugeruje mocno autobiograficzny charakter książki.

Mnie ta lektura w żadnym wypadku nie zachwyciła i jeśli jest ona „najbardziej przejmującą (…) powieścią Janusza L. Wiśniewskiego” to po inne książki tego autora na razie nie sięgnę.

Proponowane wpisy

Brak komentarzy

Skomentuj