Friday, June 22, 2018
Smart life

Umarła jesień, niech żyje zima!

Niby kalendarzowa i meteorologiczna jesień jeszcze trwa, ale dla mnie jej kres nastąpił, kiedy po raz pierwszy w tym roku usłyszałam Last Christmas Wham!, a było na przełomie listopada i grudnia. Przyszedł więc dla mnie czas na podsumowanie jesieni. Jak przetrwałam te ostatnie pochmurne tygodnie? Jakie cele i marzenia udało mi się zrealizować? Co totalnie zawaliłam? Czas na spowiedź.

Na początku października pisałam Wam o czterech rzeczach, które chcę zrobić jesienią.  Część z nich udało mi się zrealizować, z czego jestem niesamowicie dumna 🙂

Przede wszystkim zaczęłam chodzić na naukę pływania i jaram się tym jak gumisie sokiem z gumi jagód 😉 Na początku mojej pływackiej kariery nie byłam w stanie przepłynąć nawet jednego basenu bez pomocy deski, to było trochę jak walka o przeżycie. Po trzech miesiącach jest już zdecydowanie lepiej, tak naprawdę już po kilku zajęciach widziałam spory progres. Dość swobodnie pływam żabką (jak na osobę początkującą!), kraul też idzie mi znoście, a niedawno jeszcze zaczęliśmy ćwiczyć pływanie delfinem. No mówię Wam, na stare lata zostanę będę mogła się ścigać z Otylią.

W drugiej połowie listopada wybrałam się na weekend do Rzymu, o czym marzyłam od mniej więcej roku. W Rzymie byłam jeszcze na studiach i wtedy to miasto totalnie nie przypadło mi do gustu. Niemniej jednak od jakiegoś czasu czułam wewnętrznie, że powinnam się tam jeszcze raz wybrać, żeby „odczarować” Wieczne Miasto. No i powiem Wam, że tym razem zakochałam się w Rzymie. Czułam się tam fantastycznie, zobaczyłam wspaniałe miejsca, zjadłam pyszne jedzenie, spotkałam przemiłych ludzi. Bajka. A swoją drogą cały czas zastanawiam się, jak to możliwe, że Koloseum stoi od 2000 lat, a polskie drogi po roku muszą być remontowane…Tej jesieni planowałam też zacząć chodzić na zajęcia z rozciągania. Planowałam to tutaj słowo klucz, bo finalnie ani razu nie pojawiłam się ani razu w żadnym klubie fitness. We wrześniu i w październiku minimum raz w tygodniu robiłam sobie rozciąganie w domu, ale w listopadzie totalnie ten trening spadł z listy moich priorytetów. Niemniej jednak postanawiam poprawę w tym zakresie.

Uwielbiam robić zdjęcia i chciałabym, aby były one jak najlepszej jakości, dlatego od dawna myślałam o zapisaniu się na kurs fotografii. To był też mój cel na ten rok, ale nie udało mi się go zrealizować. Trochę czytałam o fotografii, dołączyłam też do specjalnej grupy na FB – tylko to mam na swoją obronę.

W tym roku jesień była dla mnie fantastycznym czasem. Byłam mega zajęta, ale chyba jeszcze bardziej pozytywnie nakręcona, pełna energii i po prostu szczęśliwa 🙂 Nie przeszkadzał mi deszcz, nie przeszkadzała mi chlapa ani pochmurne niebo. To totalnie nie miało znaczenia, bo od wewnątrz rozgrzewała mnie jakaś cudowna aura.

Mam nadzieję, że dla Was tym razem jesień też była przyjemna i  owocna J Jakie plany udało Wam się zrealizować? 🙂

Proponowane wpisy

Brak komentarzy

Skomentuj