Monday, July 23, 2018
Dieta Zdrowie

Jestem mentalnym grubasem

Kiedy w pierwszej połowie tego roku powiedziałam sobie, że czas się ogarnąć, zacząć ćwiczyć i jeść zdrowo, no i schudnąć, wiedziałam, że dam radę. Wiedziałam, że potrzebuję 4-6 miesięcy, żeby osiągnąć cel. I wiedziałam też, że samo jego osiągnięcie to będzie dopiero początek zabawy, ta  przyjemniejsza i łatwiejsza część.

Teraz, po 7 miesiącach od zmiany stylu życia mogę powiedzieć, że jak zawsze miałam rację…

Cel – zarówno ten wagowy jak i polegający na wykształceniu nawyku regularnych ćwiczeń i zdrowej diety, osiągnęłam jakoś we wrześniu (tutaj piszę dokładnie jak przebiegała ta moje przemiana). Potem był czas stabilizacji, satysfakcji i … nieustannych obaw o to, że mi się odechce, że znudzi mi się ćwiczenie, że zacznę się obżerać. Co jak co, ale pamięć to ja mam dobrą i łatwo nie zapomnę, że już kiedyś byłam fit i happy, a potem przyszła proza dnia codziennego, zmieniły mi się priorytety, pokochałam obżeranie się miłością odwzajemnioną, a jakie tego były skutki, możecie się domyśleć.

No i rzeczywiście, tak się stało, że zaczęłam sobie pozwalać na coraz więcej. Jeden weekendowy cheat meal w tygodniu stopniowo zaczął zamieniać się w weekendowy cheat day, a do tego uległ cudownemu rozmnożeniu i również w ciągu tygodnia zaczęłam pozwalać sobie na rzeczy, które ze zdrowym odżywianiem mają tyle wspólnego, co Doda ze skromnością. Ten, kto wpada moje instastory pewnie pamięta, że kilka dni temu tak się obżarłam na noc, że jeszcze o 3.00 nad ranem nie mogłam usnąć. Ten, kto był ze mną na III p. ograbić automat ze słodyczami, też pamięta. Zgroza!

A czemu się obżarłam?

Ano dlatego, że….

Jestem mentalnym grubasem. Jestem dietetycznym recydywistą. Jestem żarłokiem.

Bo mentalny grubas potrafi schudnąć, ale potem wraca do poprzednich nawyków, nadrabia okres postu i wraca do wyjściowej wagi albo przegrywa z efektem jojo.  I związane jest to często właśnie z tą niewiarą, że można osiągnąć trwały sukces, że nawyki można zmienić na stałe. I tu znowu jest kwestia głowy. Ja cały czas podświadomie bałam się, że jak już osiągnę cel, to się rozbestwię i znowu rzucę Chodakowską na rzecz Nutelli ( i chipsów, i Nutelli z chipsami) . Sezon infekcyjny jakoś szczególnie chce mi dopomóc w polegnięciu, bo już kolejny tydzień walczę z przeziębieniem i jestem na przymusowym treningowym odwyku. Chociaż – i tu dobry znak – za treningami tęsknię niemiłosiernie. Już się nie mogę doczekać mojego ukochanego Skalpela!!!

Nie ma co przedłużać, będę powoli kończyć to publiczne katharsis 😉  Ale zanim skończę, uroczyście ogłaszam, że postanawiam poprawę:

  • postanawiam wziąć się w garść,
  • postanawiam przestać się notorycznie obżerać,
  • postanawiam, że będę walczyć z głupimi, destrukcyjnymi myślami.

A jak nie ogarnę się, to zmieniam nazwę bloga na Projekt Klapa. Macie to na piśmie.

Trzymajcie za mnie kciuki 🙂

Proponowane wpisy

Brak komentarzy

Skomentuj