Friday, June 22, 2018
Podróże

3 dni w Rzymie – co warto zobaczyć?

Jeśli macie w planach krótki pobyt w Rzymie albo jeszcze zastanawiacie się, czy warto wybrać się do Wiecznego Miasta, trafiliście pod dobry adres. W ciągu trzech dni udało mi się zobaczyć najważniejsze atrakcje turystyczne Rzymu, poczuć włoski klimat z dala od zgiełku centrum miasta i pysznie zjeść.  Sami zobaczcie 🙂

Dzień 1 – Zatybrze

Do Rzymu dotarłam koło 13.00 i po szybkim check-inie w hotelu, ruszyłam na podbój Wiecznego Miasta. Miałam ambitny plan, aby zwiedzić Koloseum, Palatyn, Forum Romanum i Kapitol, a potem spacerem dotrzeć na Zatybrze, po drodze zahaczając o Usta Prawny. Ale jak to z planami bywa, trzeba je było na bieżąco modyfikować.

W drodze do Koloseum wstąpiłam do Bazyliki Santa Maria Maggiore, która znajduje się kilka kroków od dworca Termini. Kościół jest ogromny, bogato zdobiony i robi wrażenie. Znajduje się w nim kilka konfesjonałów, w których spowiedź można odbyć w różnych językach europejskich, w tym po polsku.

Spacerkiem dotarłam do Koloseum i mimo, że widziałam je na własne oczy już kilka lat temu, znowu nie mogłam od niego oderwać oczu. Ta budowla ma ponad 2000 lat!!! Już sam ten fakt robi wrażenie. Koloseum obeszłam dookoła, z głową zadartą cały czas do góry i może dlatego nie mogłam znaleźć kas biletowych 🙂 a kiedy je zauważyłam, okazało się, że są już nieczynne (było ok. 16.00). Bilet można kupić wcześniej online, czego ja akurat nie zrobiłam, bo moja karta Mastercard niestety nie była akceptowana przez system. I tym sposobem pierwszego dnia nie mogłam zwiedzić starożytnego Rzymu „od środka”, co akurat wyszło na dobre, ale o tym za chwilę.

W drodze do kolejnego punktu wycieczki spacerowałam wielką ulicą dei Fori Imperiali, z której rozpościerały się cudne widoki. Akurat byłam tam podczas zachodu słońca, który jeszcze bardziej dodawał uroku. Przy okazji zobaczyłam jeszcze Kapitol i Plac Wenecki.

Następnym punktem wycieczki były Usta Prawdy (Bocca della Verita), czyli okrągły, marmurowy medalion, przedstawiający twarz brodatego bóstwa. Legenda głosi, że temu, kto włożył swoją dłoń do ust i skłamał, bożek odgryzał kończynę. Natomiast trochę więcej faktów mówi o tym, że w średniowieczu przy rzeźbie wykonywano wyroki – właśnie za kłamstwo albo zdradę odcinano rękę.

Po przejściu mostu (Ponte Palatino) znalazłam się na Zatybrzu. Cóż mogę powiedzieć – tam jest po prostu pięknie. Wąskie uliczki, mnóstwo knajpek, cudne kolorowe budynki.  Zupełnie inny świat – tam czas po prostu płynie wolniej. Pokochałam to miejsce i wracałam do niego również w kolejnych dniach. I jeśli będę jeszcze kiedyś w Rzymie, to na pewno znowu przespaceruję się uliczkami Trasvestere i odpocznę w jednej z wielu uroczych knajpek. Zatybrze to właśnie idealne miejsce na posiłek, bo oprócz tego, ze jest tu mnóstwo przeróżnych lokali z pysznym jedzeniem, również ceny są zauważalnie niższe niż w innych częściach Rzymu. Po Zatybrzu spacerowałam kilka godzin – bez mapy, bez punktów do odhaczenia, po prostu delektowałam się tym miejscem. W drodze powrotnej do hotelu przeszłam też przez malutką Wyspę Tiberina, która połączona jest z obiema częściami Rzymu mostami Cestio i Fabricio.

Dzień 2 – Starożytny Rzym, fontanny, place, Panteon i Schody Hiszpańskie

Drugi dzień rozpoczęłam od zwiedzania Koloseum, w którym spędziłam koło 1,5h i już lotem błyskawicy przeszłam przez Forum Romanum i Palatyn. Palatyn to jedno z siedmiu wzgórz Rzymu – to tutaj znajdowała się najstarsza rzymska osada. Forum Romanum to z kolei rzymski rynek – było to miejsce, na którym odbywały się wszystkie najważniejsze wydarzenia religijne, polityczne i towarzyskie. Teraz można spacerować już tylko po ruinach ówczesnych budynków – świątyń, bazylik i łuków triumfalnych. Na te wszystkie atrakcje obowiązuje jeden bilet wstępu (12 euro). Koniecznie zabierzcie ze sobą butelkę wody – na terenie Forum Romanum nie ma żadnego punktu gastronomicznego.

Dalej przeszłam do barokowej Fontanny di Trevi (wchodząc po drodze do mijanych kościołów – naprawdę warto do nich zaglądać, wszystkie są pięknie zdobione i wielu z nich, można napotkać polskie akcenty) z posągiem Neptuna na rydwanie zaprzężonym w pół konie pół ryby.  Fontanna jest odnowiona i… ogrodzona. Teraz nie można już usiąść na jej brzegu, a dla niektórych nawet dorzucenie monety do wody jest nie lada wyzwaniem 😉 Zgodnie z tradycją, kto wrzuci monetę do fontanny, wróci do Rzymu. Mi znowu się udało 🙂 Przy fontannie spędziłam tylko chwilę, był tam masakryczny tłum i mnóstwo sprzedawców, którzy wciskali wszystkim selfie sticki, power banki i inne badziewia.

Kolejnym obowiązkowym punktem do zobaczenia były Schody Hiszpańskie – jedne z najdłuższych i najszerszych schodów w Europie. Niby nic, a cieszy 🙂 Pełno tam turystów, ale zdaje mi się, że jest to też taki punkt spotkań dla mieszkańców Rzymu. Co ciekawe, na schodach nie można jeść. Pilnują tego karabinierzy 🙂

Bardzo zależało mi na tym, aby dotrzeć też na taras widokowy zlokalizowany przy Villa Borghese – praktycznie na tyłach Schodów Hiszpańskich. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że zamiast skręcić w prawo (stojąc tyłem do schodów), poszłam w lewo… i tak szłam, i szłam, i szłam. I kiedy po jakiś 4 km takiego „iścia” prawie zwątpiłam, że dotrę na miejsce, moim oczom ukazał się park, w którym  znalazłam i taras widokowy. Strasznie fajne to miejsce 🙂  Dodam tylko, że gdybym przy Schodach Hiszpańskich skręciła w prawo, dotarłabym do niego po jakiś 10 minutach, a nie 1,5h 🙂

Poniżej tarasu znajduje się Piazza del Popolo, który przez lata był miejscem publicznych egzekucji – ostatnią wykonano w 1826. Na środku placu znajduje się egipski obelisk Flaminio.

W drodze powrotnej dotarłam do Panteonu – okrągłej średniowiecznej świątyni dedykowanej najważniejszym bóstwom, która od VII w. użytkowana jest jako kościół katolicki. Stąd już tylko dwa kroki do zjawiskowego Piazza Navona na którym znajdują się trzy fontanny: Czterech Rzek, Del Moro i Neptuna. Plac jest podróżny – kiedyś odbywały się na nim wyścigi rydwanów, a obecnie mnóstwo tam wszelkiej maści artystów, co tylko dodaje uroku temu miejscu.

Dzień 3 – Watykan

Cały trzeci dzień miałam przeznaczony na Watykan, bo co jak co, ale to miejsce według mnie trzeba po prostu odwiedzić. Dotarłam tam wyjątkowo metrem, żeby nie tracić czasu i energii na poranne spacery (linia A, stacja Ottaviano).

Zwiedzanie najmniejszego państwa na świecie rozpoczęłam od Muzeów Watykańskich, w których znajdują się działa sztuki zgromadzone przez poszczególnych papieży. Jest to najbogatsza tego typu kolekcja na świecie!!! Na zwiedzanie Muzeów spokojnie można poświęcić kilka dni, ja miałam na to zaplanowane 2h, wiec wybrałam krótką trasę (w Muzeach są odpowiednie strzałki), której głównym punktem była Kaplica Sykstyńska z freskami Michała Anioła.

W Muzeach był po prostu tłum ludzi (pod koniec listopada!!!), więc totalnie nie wyobrażam sobie zwiedzenia tego miejsca w szczycie sezonu. W każdym razie zgromadzone zbiory są imponujące i na pewno warto je zobaczyć na własne oczy. Bilet do Muzeów kupowałam na miejscu (16 euro) przez to musiałam chwilę odstać w kolejce. Można wykupić też sobie bilet online lub wycieczkę z przewodnikiem. Plus tej ostatniej opcji jest taki, że zwiedzanie Muzeów kończy się w Bazylice Św. Piotra, więc oszczędza się jakieś 2-3 km drogi. Minusem na pewno jest cena, bo taka wycieczka to koszt ok. 40 euro za osobę.

Po szybkim obejrzeniu Muzeów udałam się na Plac Św. Piotra i dalej do Bazyliki. Jakieś 45 min. odstałam w kolejce do kontroli bezpieczeństwa, ale było warto. Bazylika jest ogromna (to drugi co do wielkości największy kościół na świecie). Pod głównym ołtarzem znajduje się grób św. Piotra, a w prawej bocznej nawie grób św. Jana Pawła II. Wstęp do Bazyliki św. Piotra jest bezpłatny.

Po wizycie w Watykanie przespacerowałam się jeszcze wzdłuż Tybru w stronę Piazza del Poppo (super klimat, mnóstwo stoisk z książkami i pamiątkami oraz ulicznych artystów) i potem po drugiej stronie rzeki znowu zrobiłam rundkę po najważniejszych atrakcjach.

W międzyczasie oczywiście robiłam przerwy na obiady/kolacje i gelato i kolejne gelato, ale o tym wszystkim pisałam w poprzednim wpisie – tutaj.

Powiem Wam szczerze, że 3 dni naprawdę wystarczyły mi na zobaczenie wszystkiego, co chciałam i nawet do większości miejsc wracałam kilkukrotnie. Trochę bałam się tego wyjazdu, bo przez lata miałam bardzo złe wspomnienia z Rzymu. Kiedy byłam tam za pierwszym razem, Wieczne Miasto zupełnie mnie nie zachwyciło. A wręcz przeciwnie, trochę mnie przytłoczyło. Wtedy miałam też mniej czasu na zwiedzanie, mniej energii i mniejszy budżet. 😉 Teraz, po drugiej wizycie, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Rzym to miasto, które na pewno warto odwiedzić i podejrzewam, że za kilka lat znowu tu wrócę.

Proponowane wpisy

3 komentarze

  • Reply
    Ela
    3 grudnia 2017 at 23:33

    Dziękuję za dużo przepięknych zdjęć ;]

    • Reply
      Kasia
      4 grudnia 2017 at 11:17

      <3 Cieszę się, że Ci się podobają :)

  • Reply
    colosseum
    22 lutego 2018 at 14:13

    Jednym z najbardziej cenionych skarbów jest wielkie Koloseum. Każdy powinien odwiedzić to, jeśli kiedykolwiek podróż do Włoch.
    Dziękuję za udostępnienie

  • Skomentuj