Friday, April 20, 2018
Podróże

Zdrowa dieta vs. urlop, czyli jak nie przytyć w podróży

Na wyjeździe trudniej trzymać się zrównoważonej diety, o diecie redukcyjnej nie wspominając – oczywista oczywistość. To przecież naturalne, że będąc na urlopie nie chodzimy z lunch boxami i chcemy spróbować lokalnych przysmaków. A nawet więcej – moim zdaniem powinniśmy i to bez żadnych wyrzutów sumienia. No chyba, że urlop trwa 3 tygodnie, to już byłoby ryzykowne 😉

Podróżuję  sporo i staram się trzymać kilku zasad, dzięki którym i wilk jest syty (tzn. ja) i owca cała (tzn. nadal mieszczę się w ubrania).

  1. Pożywne śniadanie

Zawsze, ale to zawsze jem śniadanie i staram się, żeby było ono pożywne. Może to być kanapka (we Włoszech zajadałam się panini), jogurt naturalny z muesli i owocami, owsianka… Wiadomo, próbuję też lokalnego śniadania, ale nie oszukujmy się, croissantem to ja – Polka z krwi i kości – raczej się nie najem 😉

  1. Regularne jedzenie

Staram się jeść regularnie nawet w podróży. Po pierwsze, kiedy jestem głodna, jestem zła i są na to świadkowie. Po drugie, jak zgłodnieję, to rzucam się na jedzenie, a potem wegetuję z ciążą spożywczą i przed dłuższy czas nici ze zwiedzania. Na szczęście w XXI w. regularne jedzenie jest możliwe chyba wszędzie. A w torebce zawsze mam jakieś przekąski, o których piszę w kolejnym punkcie.

  1. Zdrowe przekąski

Dbam o to, żeby mieć przy sobie coś zdrowego do jedzenia – jako drugie śniadanie, podwieczorek lub po prostu na wypadek, gdybym akurat nie miała w pobliżu fajnej knajpy. Taką przekąską jest u mnie zwykle fit baton, orzechy, ciastka owsiane albo owoc. Ale uwaga, od zjedzenia dwóch gałek lodów na urlopie chyba jeszcze nikt nie umarł, tak więc nie samym superfood człowiek żyje 😉

  1. Umiar

Będąc na urlopie jak najbardziej jem lokalne potrawy, które zwykle dietetyczne nie są, ale jem je z umiarem (a przynajmniej staram się). Jeśli zjadam na obiad pizzę, to nie dopycham się jeszcze tiramisu. Taki deser zjadam jako kolejny posiłek, po 2,5-3 godzinach.

 

Od kiedy zaczęłam zdrowo się odżywiać i regularnie ćwiczyć na kilkudniowych wyjazdach byłam kilka razy i zapewniam Was, że w 100% z nich skorzystałam – nie odmawiałam sobie spróbowania niczego i zupełnie nie ucierpiała na tym moja waga. Fakt, może po powrocie ważyłam 1,5 – 2 kg więcej, ale już po kilku dniach normalnego odżywiania wszystko wróciło do normy.

Wszystko jest dla ludzi! Kilka cheat meal’i na urlopie na pewno nie zaprzepaści Twojej dotychczasowej pracy, jeśli po powrocie znowu wrócisz do rozsądnego, zdrowego jedzenia. Głowa od góry J

Proponowane wpisy

Brak komentarzy

Skomentuj