Friday, May 25, 2018
Smart life Sport

Nauka pływania dla dorosłych. Wrażenia z pierwszych zajęć

Z zapisaniem się na kurs pływania zwlekałam może nie milion lat, ale co najmniej… 10. 10 lat temu czułam się za stara i zbyt zajęta na takie atrakcje. Na szczęście odmłodniałam, zyskałam więcej czasu i po prostu zrobiłam ten krok. Zadzwoniłam na basen, zapytałam o naukę pływania dla dorosłych, zadałam milion dodatkowych pytań, spakowałam torbę i stało się. Spełniłam swoje kolejne marzenie.

 

A jak było na pierwszych zajęciach?

FANTASTYCZNIE!!!

To było nieustające pasmo sukcesów…

Zajęcia odbyły się w piątek wieczorem, co jest świetnym terminem, bo po prostu mało obleganym (sukces #1) . Oprócz mnie były jeszcze dwie sympatyczne panie (sukces #2). Jedna z nich – wymiataczka, śmigała całkiem nieźle jak na moje eksperckie oko. Druga – moja sojuszniczka J poziom 0+ (sukces #3), tak jak ja.

Zajęcia prowadził przemiły instruktor – Pan Piotrek (sukces #4). Polubiłam go od razu – w końcu nie zaśmiał się widząc mnie w czepku pływacki (sukces #5). Wielki szacun Panie Piotrze. 🙂

Naszym pierwszym zadaniem było przepłynięcie dwóch basenów. W połowie pierwszego myślałam, że umrę, ale zacisnęłam zęby i te moje ołowiane nogi doprowadziły mnie jakoś do końca pierwszego basenu. Potem było już tylko gorzej, ale moja godność nie pozwala mi na opisanie tego ze szczegółami J Najważniejsze, że przeżyłam (sukces #6).

Kolejnym ćwiczeniem była płaszczka czy meduza. Na plecach. Potem na brzuchu. I tu chwała temu, który zabrał mnie do Egiptu i kazał kupić maskę. Bo to w Egipcie nauczyłam się zanurzania głowy bez wciągania wody nosem (sukces #7).

Następnie dostałyśmy deskę i znowu robiłyśmy dwa baseny. Raz na plecach, raz na brzuchu (sukces  #8).

Po tym ćwiczeniu instruktor powiedział, że widzi światełko w tunelu, które niego przygasło po pierwszym zadaniu. Następnym razem chyba polecę mu jakąś książkę z kategorii „10 rzeczy, których nie powinieneś powiedzieć kursantom na pierwszych zajęciach”. 🙂

Na sam koniec pływałyśmy na plecach, z deską i próbowałyśmy (z naciskiem na próbowałyśmy) robić koła rękami (popracuję nad fachowym słownictwem, I promise!). Tu sukces przyjdzie z czasem J

Powiem Wam, że pół godziny zajęć zleciało błyskawicznie. Czułam duży niedosyt, chętnie poćwiczyłabym jeszcze kolejne 30 minut.

Już nie mogę doczekać się poniedziałkowych zajęć!  „I’m so excited about that!” 🙂

No, to do roboty. Osoby nieumiejące pływać dzwonią na basen zapytać się o kursy, osoby umiejące pływać idą jutro na basen. Umowa stoi?

Proponowane wpisy

Brak komentarzy

Skomentuj